Macierewicz sam wypisał sobie legitymację przewodniczącego podkomisji smoleńskiej? Nie może tego być!

Okazuje się, że nie tylko wezwanie dwóch polityków PO przed podkomisję smoleńską było kuriozalne. Kolejną sprawą jest zachowanie jej przewodniczącego, które opisał jeden z posłów.

Podkomisja smoleńska Antoniego Macierewicza skompromitowała się nawet w oczach prawicy, bo żadnych dowodów na zamach nie przedstawiła.

Jednak wiceprezes PiS niestrudzenie przekonuje, że jego „dziecko” dalej działa. I wzywa na przesłuchanie polityków opozycji: Cezarego Tomczyka i Pawła Suskiego.

Cezary Tomczyk tak relacjonował środową rozmowę z szefem podkomisji: Trwało to godzinę, był tylko Macierewicz. Było kilka luźnych pytań, ale odpowiedzi na nie na pewno w żaden sposób nie przyczynią się do wyjaśnienia przyczyn katastrofy – opisał w rozmowie z Polsat News.

Sam wypisał sobie legitymację

A teraz najciekawsze: zgodnie z prawem lotniczym przesłuchujący musi okazać legitymację. Macierewicz tego nie zrobił.

– Była taka sytuacja, kiedy poprosiliśmy o wylegitymowanie się Macierewicza, że wyjął plik czystych legitymacji i na naszych oczach wypełnił. To oddaje absurd całej tej sytuacji – powiedział polityk.

Zwrócił przy tym uwagę na fakt, że komisja pracuje już wiele lat, kosztowała miliony, a niczego nie wyjaśniła. – Powinna zostać jak najszybciej zamknięta – ocenił Cezary Tomczyk.

Wiary słowom Tomczyka nie dał natomiast Jacek Sasin z PiS, z powodu „ograniczonego zaufania do tego, co mówi”.

Do samego wezwania przed komisję Tomczyk odniósł się wcześniej. – Nie mam żadnego związku ze Smoleńskiem, oprócz tego, że byłem wtedy posłem – stwierdził w TVN24 w „Kropce nad i”.

źródło: Polsat News

Share