Zobacz, w jaki sposób wspierała wdowu Magdalenu Adamowicz Lidia Niedźwiedzicka-Owsiak

Magdalena Adamowicz, na początku roku, straciła męża. Mężczyzna został zamordowany na oczach tysięcy osób. Wdowa po prezydencie Gdańska w tym trudnym okresie nie była jednak sama. Wspierała ją m.in. Lidia Niedźwiedzicka-Owsiak. Zobacz, w jaki sposób.

Magdalena Adamowicz na początku roku przeżyła tragedię. Podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gdańsku, na oczach tysięcy osób na scenę wdarł się nożownik.

Zaatakował ukochanego Magdaleny – Pawła Adamowicza, który wówczas był prezydentem Gdańska. Pomimo próby ratowania życia przez najlepszych lekarzy, mężczyzna zmarł.

Wydarzenie to było bolesne nie tylko dla najbliższej rodziny samorządowca, ale także dla Jurka Owsiaka i jego żony.

Jak zachował się szef WOŚP w pierwszych godzinach po tym, jak dowiedział się, że Adamowicz nie żyje? Niedawno na ten temat wypowiedziała się żona prezesa organizacji – Lidia Niedźwiedzka-Owsiak:

W poniedziałek, kiedy umarł prezydent, Jurek wieczorem miał audycję w radiu. Po niej miał wrócić do domu, zamiast tego pojechał do fundacji.

Nasi pracownicy poprosili go o spotkanie. To mu pomogło, w trudnych chwilach ma potrzebę bycia wśród ludzi – przyznała Lidia w rozmowie z Wysokimi obcasami.

Żona Jurka ten czas spędziła w domu. Skontaktowała się wówczas z Magdaleną Adamowicz, do której napisała wiadomość:

Ja zostałam w domu z córką. W takich chwilach wolę być sama. Napisałam SMS-a do Magdy Adamowicz, że jestem gotowa na każdą pomoc, jakiej będzie potrzebowała.

Dodajmy, że następnego dnia Jurek Owsiak ogłosił, że rezygnuje z funkcji prezesa WOŚP. Jak jego żona skomentowała tę decyzję?

Zapewnił, że fundacja będzie dalej pracować, ale Polacy odebrali sprawę jednoznacznie: nie będzie Jurka, nie będzie fundacji (…). Rozumiałam go, ale byłam zła, bo jego decyzja przykryła w pewnym stopniu ten straszny dramat, jakim było zamordowanie prezydenta Gdańska.

Przez tydzień nikt nie mówił o niczym innym, tylko o tym, czy Owsiak wróci. Do fundacji przychodziły tysiące listów. Przede wszystkim do Jurka, ale wiele też do mnie. Pomagały mi w tamtych dniach.

Na szczęście jednak po namowach setek tysięcy osób, Jurek do organizacji postanowił wrócić.

Share